III niedziela zwyka
Czytania: Iz 8,23b-9,3; Ps
27,1.4.13-14; 1 Kor 1,10-13.17; Mt 4,23; Mt 4,12-23
Słyszy się czasem zarzuty wobec Kościoła katolickiego, iż nie uczynił
wszystkiego, co mógł był uczynić dla ratowania Żydów w czasie trwania
II wojny światowej. To sprawa dyskusyjna. To właśnie niejednokrotnie
dzięki heroicznym postawom wielu katolików, wiele tysięcy Żydów zostało
uratowanych z rąk niekatolickich przecież oprawców.
„Róbmy
swoje" - tymi słowami w znanej piosence Wojciech Młynarski zachęcał nas
przed laty
mimo niełatwej rzeczywistości, jaka nas wówczas otaczała, do
realizowania tego, co słuszne. Wydaje się, że w tej skądinąd zabawnej
piosence
poeta uchwycił to, co ponadczasowe, a co zarazem tak trudne do
realizacji. Trudne z wielu powodów, wśród których
najistotniejszym jest może nie ten, który
stawia największy opór naszej woli, ale ten, dzięki któremu możemy
prawdziwie ocenić to, co rzeczywiście słuszne, co winniśmy czynić.
Przed
takim niełatwym wyborem tego, co słuszne, stanął Jezus wkrótce po tym,
jak został ochrzczony w wodach Jordanu. Wiemy, że zaraz po tym
wydarzeniu wiedziony przez Ducha Świętego udał się na pustkowie, by tam
pościć i być kuszonym przez diabła. Jezus wychodzi z
tej próby zwycięsko, ale już czeka Go następna. Mówi o tym św. Mateusz
w zaledwie jednym zdaniu, które jednak zawiera
ogromny ładunek emocji. Czytamy tam bowiem:„Gdy Jezus posłyszał, że Jan
został uwięziony, usunął się do Galilei." (Mt 4,12) To zdanie może nas
w pierwszej chwili mocno zbulwersować. Wydawać by się mogło bowiem, że
tym razem Jezus nie postąpił słusznie. Nie uczynił bowiem nic,
by uwolnić z więzienia największego z proroków.
Za to usunął się do Galilei. Czyżby bał się Heroda? A może nie zależało
Mu na Janie?
Nic
z tych rzeczy. Jezus ani się nie bał Heroda, ani nie był obojętnym na
los Jana. Po prostu zawierzył tę sprawę Opatrzności Ojca, a sam poszedł
zbawiać świat. Jeśli nadal nam się to wydaje
trudne do zrozumienia, wspomnijmy na słowa Pisma Świętego: „myśli moje
nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami, (..)bo jak
niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje - nad waszymi drogami i
myśli moje - nad myślami waszymi (Iz 55:8-9). Jezus postępuje po
Bożemu, zgodnie
z misją, jaką miał do wypełnienia. Głosi bliskie nadejście
królestwa niebieskiego, naucza lud, uzdrawia, powołuje pierwszych
uczniów. Jego działalność sprawia, że jak zaznacza
ewangelista, spełnia się proroctwo
Izajasza: „nad mieszkańcami cienistej krainy śmierci wzeszło światło"
(Mt 4,16)
Zobaczmy
też, że swoją zbawczą działalnością Jezus sprawia,
że spełnia się również sens życia Jana Chrzciciela. Jezus co prawda nie ratuje
doczesnego życia Jana, ale czyni coś znacznie więcej.
Warto
pamiętać o tym postępowaniu Jezusa wobec Jana Chrzciciela, zwłaszcza
wówczas gdy rodzą się w nas pretensje z powodu czyjegoś postępowania
wobec nas czy
innych. Nie zawsze to, co wydaje się nam na
pierwszy rzut oka krzywdzące, takim jest w rzeczywistości. Bywa i tak,
że ten, który jak
nam się wydaje przechodzi obok nas obojętnie, zbawia świat, a wraz z
nim i nas samych.
o. Marek Cul OP
|