Niedziela Świętej Rodziny
Czytania: Syr 3,2-6.12-14; Ps 128,1-5; Kol 3,12-21; Kol
3,15a.16a; Mt 2,13-15.19-23
O rodzinie
można żartobliwie albo i poważnie rozmawiać. W pierwszą niedzielę oktawy Bożego
Narodzenia, w której wspominamy świętą rodzinę: Jezusa, Maryję i Józefa o
rodzinie nie wypada mówić inaczej niż z namaszczeniem. A jednak wydaje się, że
również pomiędzy Maryją, Józefem i Jezusem nie brakowało momentów żartobliwych,
a zarazem pełnych ciepła i wzajemnej miłości. Nie zabrakło i takiego momentu we
współczesnym apokryfie o życiu Jezusa, którym jest znana i kontrowersyjna
filmowa adaptacja męki Pańskiej nakręcona przez Mela Gibsona. Co prawda święta
rodzina nie jest głównym tematem tego filmu, jednak ten kto go oglądał z
pewnością zapamiętał pełną ciepła i humoru rozmowę jaka miała miejsce pomiędzy Maryją
a dorosłym już jej Synem, który właśnie kończy pracę nad własnoręcznie
wykonanym na zamówienie krzesłem. Ta scena ma również swoje symboliczne
znaczenie w całości filmu, tu jednak została przywołana ze względu na pełną
ciepła atmosferę jaka z niej emanuje. Widać z niej jak bardzo Jezus miłuje swą
Matkę i jak Ona swego Syna. Wzajemna cześć jaką do siebie żywią nie jest pozbawiona
nutki humoru. Coś z tej pełnej ciepła, wzajemnego szacunku i radości atmosfery
znajdujemy w każdej kochającej się rodzinie. Szczęśliwy, kto wyszedł z takiej
rodziny. Niestety nie każdemu to było dane. Albowiem sam fakt założenia rodziny
nie czyni z niej w sposób automatyczny środowiska wzajemnej miłości. O miłość w
rodzinie trzeba zawalczyć, choć może lepiej należałoby powiedzieć, trzeba się o
nią postarać. To zadanie spoczywa przede wszystkim na barkach samej rodziny.
Tej w najściślejszym tego słowa znaczeniu a więc rodziców i dzieci, ale również
tej dalszej, na którą składają się krewni, powinowaci, czy wreszcie najbliżsi
przyjaciele. To zadanie rozszerza się również na wszystkich członków danego
społeczeństwa. Widzi go również Kościół i poświęca mu wiele uwagi.
W sposób
szczególny na sprawę rodziny wyczulony był Jan Paweł II. Poświęcił jej wiele ze
swego nauczania. Między innymi napisał w 1994 roku wspaniały „List do rodzin",
który zaczął tymi słowami: „Obchodzony w Kościele Rok Rodziny stanowi dla mnie
dogodną okazję, aby zapukać do drzwi Waszych domów, pragnę bowiem z Wami
wszystkimi się spotkać i przekazać Wam szczególne pozdrowienie." Ciekaw jestem
ile rodzin w Polsce, które tak kochają Jana Pawła II zna treść tego listu.
Podejrzewam, że niestety niewiele. Nasza miłość do Jana Pawła II zazwyczaj
wyczerpuje się na samych deklaracjach, czy spektakularnych akcjach z okazji
kolejnej rocznicy, znacznie mniej wysiłku wkładamy by przyjąć dar z jakim
przychodzi do nas papież w swym nauczaniu. A to przecież w tej chwili chyba
najcenniejsze co może nam dać jeszcze Jan Paweł II.
Sięgnijmy
zatem do tego dokumentu, bo naprawdę warto. Nie sposób poruszyć w tym miejscu
wszystkich wątków związanych z rodziną, do których w swym liście nawiązuje
papież, tak ich wiele i każdy z nich wymagałby osobnego, obszernego omówienia.
Zatrzymajmy się choć chwilę nad jednym ściśle związanym z rodziną. Papież
nawiązuje w nim do czwartego przykazania: „Czcij ojca swego i matkę twoją"
odnosząc te przykazanie właśnie do rodziny. Kładąc nacisk na słowo „czcij",
papież zwraca naszą uwagę na to co powinno być zdaniem Boskiego Prawodawcy,
spoiwem rodziny. Wzajemna cześć i to również cześć jaką winni żywić rodzice wobec
swojego potomstwa, by niejako zasłużyć na cześć i miłość ze strony swoich
dzieci. Tą potrzebę czci jaką wobec swych dzieci winni żywić rodzice papież
podkreśla z wielką mocą: „Przykazanie
<<czcij ojca i matkę>> pośrednio mówi rodzicom: Czcijcie Wasze dzieci,
synów i córki tak, jak one na to zasługują. Zasługują zaś dlatego, że są oraz
dlatego, że są tym, kim są - i to od pierwszej chwili poczęcia"
To są bardzo ważne słowa a
zarazem bardzo mocne, które chyba nie do końca rozumiemy i nie bierzemy ich pod
uwagę. Mówię tu o tych sytuacjach, w których ceni się dzieci nie za to, że są i
kim są, i to od pierwszej chwili poczęcia, ale za to czym są dla rodziców. A
mogą być dla nich wielkim pragnieniem. Niestety, we wszechogarniającej nas
kulturze konsumpcji to pragnienie staje się dla rodziców niepostrzeżenie „towarem"
takim jak każdy inny, który mogą „nabyć" płacąc odpowiednią cenę. Oczywiście
pragnieniu posiadania dzieci towarzyszą zapewnienia o miłości jaką rodzice
żywią wobec nich. Tym uczuciowym deklaracjom niejednokrotnie nie przeszkadzają
działania stojące w jawnej z nimi
sprzeczności. Jak bowiem rozumieć sytuację, w której rodzice domagają się i co
ciekawe uzyskują od sądu odszkodowanie, za to że nie pozwolono im dokonać
aborcji na własnym dziecku, które okazało się „wadliwym towarem" z powodu wady
genetycznej, której nie wykryto dostatecznie wcześniej? To są oczywiście
odosobnione i skrajne przypadki, które poznajemy z pierwszych stron gazet, ale
pokazują one mentalność, która w coraz mocniej wchodzi w nasze życie i nie
zawsze przejawia się w tak skrajnej postaci. Miłość, szacunek i cześć do osoby
przestaje być bezinteresowna. Osoba, dziecko, przestaje być „święte" - to
znaczy przestaje być „darem" z niebios. Przykazanie „czcij" stoi na straży tego
daru. I o to właśnie bije się papież. Ale kto go rozumie?
o. Marek Cul OP
|